Redukcja szkód wywołanych paleniem tytoniu

Kolejny ważny ale niezauważony artykuł!

Obserwując obecną histerię związaną z e-papierosami odnoszę nieodparte wrażenie, że jest to od samego początku zaistnienia tego produktu na rynku konsumenckim, wynikiem nazwy która stygmatyzuje ten produkt jako papieros. Stąd już był tylko krok aby w społeczeństwie szeroko rozpowszechnił się pogląd o jego równej lub większej szkodliwości w porównaniu do papierosa konwencjonalnego (typowy zwrot przeciwnika wapowania: w końcu to przecież papieros!).

Przez lata na czoło medialnych doniesień wysuwano negatywne, często nieprawdziwe lub wręcz kłamliwe aspekty związane z używaniem e-papierosa. Przed kilku laty był to rakotwórczy formaldehyd, który miał rzekomo być powodem większego ryzyka nowotworowego niż palne wyroby tytoniowe. Później przypadki samozapłonów i eksplozji, których kilkaset zostało uogólnionych na dziesiątki milionów produktów będących na rynku. Ostatnio, wzrost ryzyka doznania zawału, co oparte zostało na kilku publikacjach  tendencyjnie (świadomie?) i nierzetelnie pod względem naukowym, przedstawiających zebrane w ramach różnych projektów dane, dotyczące stanu zdrowotnego społeczeństwa. Obecnie natomiast jest to przypisywanie e-papierosom winy za pojawiające się przypadki ostrej niewydolności płuc.

To, że pozytywne aspekty dotyczące e-papierosów z trudem przebijają się do świadomości społeczeństwa, można było usłyszeć podczas wtorkowej audycji „Za i przeciw” w radiowej Trójce. Cytowano na przemian maile/sms oraz transmitowano wypowiedzi za i przeciw. W niektórych przypadkach „przeciw” brak podstawowej wiedzy o tych produktach był porażający.

Na tym tle odróżniała się zrównoważona wypowiedź byłego wiceministra finansów prof. Konrada Raczkowskiego, który był głównym rozmówcą. Jako ekonomista nie odnosił się bezpośrednio do spraw zdrowotnych. Podkreślił natomiast problem chorób wywołanych paleniem tytoniu. Również rzecznik Głównego Inspektora Sanitarnego  dr Jan Bondar  powiedział że e-papierosy stanowią „dużo mniejsze zagrożenie” ( o ile dobrze zapamiętałem).

Tego typu centrowe zapatrywanie się na poruszony temat wśród decydentów cieszy ale summa summarum w skali ogólnokrajowej zapewne pod uwagę będzie brana opinia podjęta przez WHO.

Niestety wydaje się, że WHO porzuca pozory jakoby zakaz e-papierosów był jedynie opcją, co dotąd robiła dyskretnie i dwuznacznie. Teraz aktywnie i wyraźnie zachęca do tego. Dowód? Biuro WHO w Azji Południowo-Wschodniej (SEARO), bez wątpienia ośmielone ogólnym klimatem histerii i propagandy, gratuluje Indiom wprowadzenia zakazu e-papierosów.

Jak na tym tle mogą zaistnieć, nie mówiąc już o rozpowszechnieniu, opinie wybitnych uczonych i praktyków związanych przez lata z organizacjami zdrowia publicznego w tym z WHO? Rzeczowe, merytoryczne przedstawienie strategii zmniejszenia szkodliwości wywołanych paleniem tytoniu nie znalazło odzwierciedlenia w mediach o czym poniżej.

Miesiąc temu w prestiżowym czasopiśmie The Lancet ukazał się artykuł pt. „Nikotyna bez dymu: zwalczanie epidemii palenia tytoniu przy pomocy redukcji szkód” (Nicotine without smoke: fighting the tobacco epidemic with harm reduction). Autorami są:

  • Robert Beaglehole, emerytowany profesor University of Auckland, w latach 2004-7 kierował Departamentem Chorób Przewlekłych i Promocji Zdrowia WHO. W 1982 r. założył Action on Smoking and Health (ASH) New Zealand, obecnie przewodniczy Lancet’s Non-Communicable Disease Action Group
  • Ruth Bonita, emerytowany profesor University of Auckland, w latach 1999-2005 pełniła funkcję dyrektora ds. Noncommunicable Disease Cluster w WHO, Genewa
  • Ben Youdan, do 2007 r. dyrektor kampanii „No day Smoking” w Wielkiej Brytanii, w latach 2007-13 dyrektor ASH New Zealand
  • Clve Bates, były dyrektor ASH United Kingdom (1997-2003), były urzędnik wyższego szczebla w rządzie zjednoczonego Królestwa

Autorzy stwierdzają m.in. że strategia minimalizacji szkód wyrządzonych paleniem tytoniu jest uzupełnieniem innych strategii ograniczenia palenia ale jest niedoceniana ponieważ dla wielu osób odpowiedzialnych za regulacje prawne osiągnięcie całkowitej abstynencji od nikotyny jest celem nadrzędnym, mimo bardzo niskiej skuteczności takiego podejścia. W USA osiąga ona 4-5%.

Zwracają uwagę, że najnowszy raport WHO jest stracona szansą na przyjęcie innowacji i wykorzystania potencjału jaki niosą alternatywne sposoby dostarczania nikotyny co przekreśla szybką możliwość zakończenia epidemii palenia tytoniu.

Przypominają opinię FDA z kwietnia br. która komentując dopuszczenie na rynek bezdymnych papierosów stwierdza „Chociaż zezwolenie na nowe wyroby tytoniowe nie oznacza, że są one bezpieczne, procedura związana z ich dopuszczeniem wskazuje, że obrót tymi wyrobami jest odpowiedni dla ochrony zdrowia społeczeństwa jeśli pod uwagę weźmie się ryzyko i korzyści dla całej populacji”

Na zakończenie stwierdzają: „E-papierosy oraz inne produkty wolne od dymu tytoniowego mogą potencjalnie zmniejszyć ogromną szkodliwość związaną z palnymi wyrobami tytoniowymi. Wysokie jest ryzyko błędnej polityki w stosunku do produktów wolnych od dymu tytoniowego, zwłaszcza jeśli restrykcje uniemożliwią milionom palaczy na świecie dostęp do bezpieczniejszych alternatyw. Rozczarowuje fakt, że w swoim najnowszym raporcie na temat tytoniu WHO trzyma się przestarzałej ortodoksji, podczas kiedy może wdrożyć innowacje. Zrównanie produktów wolnych od dymu z papierosami służy jedynie ochronie ograniczenia handlu papierosami wśród użytkowników nikotyny na świecie i niweczy potencjał nowoczesnych strategii ograniczania szkód wyrządzonych paleniem tytoniu.”

Artykuł redakcyjny w tym numerze The Lancet pt. „Philip Morris International: money over morality?” dotyczy powyższego artykułu ale w głównej mierze postrzega ograniczanie szkód związanych z paleniem tytoniu raczej jako spisek branży niż strategię zdrowia publicznego. Niemniej jednak redakcja na okładce numeru, w którym ukazał się artykuł zamieszcza wytłuszczone powyżej zdanie, które powinno być kolejnym przesłaniem dla decydentów.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o